Isis - Panopticon


Isis jest jednym z tych zespołów które zdobyły uznanie własną ciężką pracą, świetnymi albumami oraz niezwykle klimatycznymi koncertami. Trudno zaprzeczyć że odmienili oni oblicze muzyki metalowej, chociaż nawet samo przypięcie zespołowi jakiejkolwiek łatki może mijać się z celem.  Nie uświadczymy tu żadnych rozdmuchanych popisów, muzyka Isis to coś więcej. Nawet łatka post-metalu może być krzywdząca, z całą pewnością dużo tu eksperymentów oraz czerpania garściami z ambientu, sludge’a czy post-rocka.  Niezwykły ciężar, instrumentalne pasaże, długie rozbudowane utwory w których każdy dzwięk ma swoje miejsce.  Wszystko to pozostaje w głowie na długo. 

Panopticon to obok  oscylującego wokół morskiej tematyki Oceanic najmocniejsza pozycja w dorobku grupy.  Sam koncept jest niezwykle trudny w odbiorze ale zarazem genialny, wyobrazmy sobie więzienie w którym więzniowie są poddawani ciągłym obserwacją, nie wiadomo jednak dokładnie przez co lub przez kogo, czy jest to siła wyższa, lub osoba.  Wszystko to bez wątpienia odnosi się także do obecnego  modelu społeczeństwa. Wyrazną inspiracją dla Aarona Turnera bez wątpienia był Jeremy Bentham ze swoją wizją „więzienia idealnego” oraz Michael Foucalt i jego słynny esej.
Album jest jednolity, poszczególne utwory tworzą jedną całość. Jak przystało na Isis główną rolę odgrywa tu klimat, atmosfera jest jednak nieco mniej przytłaczająca niż w wymienionym już Oceanic. Można nawet dojść do wniosku że gdzieniegdzie pada trochę światła i nadziei. Cały klimat budowany jest na ciężkich riffach które momentami cichną by zaraz znowu uderzyć  w nas ciężarem, utwory są dosyć przytłaczające, skupiają na sobie całą uwagę słuchacza, mimo „skupionych gitar” brzmienie jest dość uwypuklone także bez problemu słyszymy każdy instrument. Nie jest to łatwa muzyka, wymaga nieco cierpliwości oraz zrozumienia. Ale warto wsłuchać się w nią z uwagą, nagroda w postaci satysfakcji jest ogromna.  Zwłaszcza gdy pozwolimy by klimat nas „przeżuł i wypluł”

Wokal jest tu instrumentem pobocznym, ale nie można go nazwać ozdobnikiem gdyż dużą rolę odgrywają  także teksty. Czysty wokal Turnera zostaje tu często łamany przez krzyki oraz dość specyficzny Growl. Osobiście przypomina mi to wzajemną grę światła i mroku, jest to jednak zabieg niezwykle oszczędny, wszystko to sprawia że album jest jeszcze bardziej emocjonalny, nagrany z precyzją chirurgiczną. Skalpel Isis tnie ostro i głęboko. Bez dwóch zdań jest to dzieło „otwarte”, tajemnicze oraz z drugim dnem, podczas każdego odsłuchania możemy doszukać się czegoś nowego.  Album pozostawia nas z tym wszystkim, żadnych podpowiedzi nie uświadczymy. 

Dramaturgia albumu na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym. Myślę że nawet niemożliwe jest przejście obok tego albumu bez jakiejkolwiek reakcji. Polecam przesłuchanie owego krążka ze słuchawkami na uszach w ciemnym pokoju, lub przy małej lampce, niezwykle klimatycznie jest także oddanie się Panopticon gdy nastaje świt. Godzinna huśtawka klimatu, złowrogiej aury oraz promyczków światła gwarantowana. Album idealny.  





0 komentarze:

Prześlij komentarz