IGC to ich drugi album długogrający, debiut zrobił w pewnych kręgach sporą furorę. Myślę że nie inaczej jest i z nowym albumem długogrającym. Mamy tu oczywistą fuzję post rocka i post metalu okraszoną specyficznym wokalem. Stonowane partie często przechodzą tu w nieco hardcore'owe screamy. Klimat staje się gęstszy, nie zanudzimy się podczas obcowania z krążkiem.
Mamy tu 10 utworów, zaskakiwać może trochę długość utworów. Zwykle post rockowe, post metalowe kawałki raczą nas 8 - 11 minutami i natężeniem stopniowo zmierzającym do finału. WMG zastosowali jednak nieco inne podejście, podobnie jak w przypadku dzieł If These Trees Could Talk czy And So i Watch You From Afar robi się konkretnie od pierwszych dzwięków.
Klimat, klimat to chyba jedna z najważniejszych rzeczy w tego typu muzyce, jest solidnie, momentami naprawdę zimno ale i malowniczo zgodnie z tytułem i okładką. Oczywiście album niczym nie zaskakuje, jest solidnie zagrany, nie ma mowy o żadnej muzycznej rewolucji czy łamaniu gatunkowych stereotypów, mimo to konserwatywnie w żądnym wypadku jak już pisałem nie jest. Muszę wspomnieć tu o utworze Oh-Dae Su, kawał dobrej roboty, zwłaszcza pierwsze sekundy. Im dalej tym lepiej. Myślę że po album powinni sięgnąć fani Sigur Rós, bo cholernie czuć tu Islandzkie naleciałości mimo sporych różnić między obiema kapelami, można wyczuć nieco inspiracji chociażby w wokalu. Za sprawą muzyki można znalezc się na wzgórzu z topniejącym śniegiem gdzieś obok Reyikjaviku, a przed słuchaczem rozpościera się surowa panorama, gdzieś tam na tle nieskazitelnego niebieskiego nieba i zielonej trawy majaczy także tęcza. - Interlude i These Hours, Minutes and Seconds.
Jest to materiał z całą pewnością odpowiedni na tę porę roku, przynosi powiew Islandzkiej wiosny, bo jednak mimo wszystko wyczuwalna jest bardziej od surowej zimy, nie wiem czy takie było zamierzenie zespołu :). Jeśli ktoś szuka muzyki przy której można odpłynąć siedząc obok kominka, czy gdzieś w oknie ze słuchawkami na uszach, to jest to. Zdecydowanie nadaje się także na spacer po mieście, mimo iż mamy otoczenie bardziej jesienne niż zimowe. Jak widać Islandia to coś więcej niż Sigur Rós, ba jestem pewny że to nie jedyna kapela warta uwagi z tamtych rejonów. Album godny sprawdzenia, chociażby ze względu na sam klimat.
